środa, 27 sierpnia 2014

Biskup Jan Dantyszek administrator episcopatus Pomeraniensis



           
Jan Dantyszek, biskup chełmiński w latach 1530-1536.
Biskup Jan Dantyszek był człowiekiem renesansu, pierwszym w historii naszego kraju dyplomatą polskim oraz przyjacielem hiszpańskiego konkwistadora
Hernána Cortésa, który z kolei zasłynął jako zdobywca Meksyku. W latach 1530 - 1536 jako biskup chełmiński mieszkał na zamku w Lubawie. Z punktu widzenia historii parafii w Nowym Mieście Lubawskim postać ta jest warta bliższego poznania. Biskup Dantyszek jako pierwszy zaczął się tytułować "administratorem diecezji pomezańskiej" (administrator episcopatus Pomeraniensis) do której należała parafia w Nowym Mieście Lubawskim. Wiele osób w tym miejscu zapewne zacznie się zastanawiać? I słusznie! Z pewnością wiecie, że obecnie Nowe Miasto Lubawskie znajduje się w granicach diecezji toruńskiej, którą utworzył papież Jan Paweł II bullą Totus Tuus Poloniae Populus w 1992 roku. Przed 1992 rokiem nasza parafia należała do diecezji chełmińskiej. 

            W tym miejscu warto wyjaśnić: dlaczego nasza parafia nie należała do diecezji chełmińskiej od samego początku? Zanim odpowiem na zadane pytanie zaznaczę, że dzieje naszej nowomiejskiej parafii sięgają pierwszej połowy XIV wieku. Oficjalnie przyjmuje się, że Nowe Miasto Lubawskie powstało w roku 1325. Nie jest to kłamstwo ale w tym miejscu warto rozwinąć, że w roku 1325 komtur krzyżacki Otto von Lauterberg (Lutterberg) nadał prawa miejskie drewnianej osadzie, która już od jakiegoś czasu istniała nad rzeką Drwęcą. Jak podaje Andrzej Taliński w swojej pracy (maszynopis z 1989 roku) pt. "Dzieje parafii Nowe Miasto Lubawskie do 1772 roku" w 1325 roku: "nie chodziło o nowe założenie od podstaw miasta przez komtura, ale raczej o umocnienie i uzbrojenie już istniejącego osiedla i nadanie mu praw miejskich. Nie posiadamy wielu przekazów rozwoju miasta w XIV w. jednak jego mieszkańcy bardzo szybko musieli dojść do stanu zamożności, o czym świadczą utrzymane budowle z tego okresu: umocnienia miasta, a szczególnie wielki kościół parafialny". Zapewne przed rokiem 1325 istniał tu drewniany kościół (może nawet ze szkołą parafialną). W jego miejscu zapewne rozpoczęto budowę kamienno ceglanego kościoła, który istnieje do dnia dzisiejszego. 

            Nadszedł czas aby odpowiedzieć na zadane prędzej pytanie. Otóż Nowe Miasto Lubawskie, a co za tym idzie również nowomiejska parafia od samego początku należały do diecezji pomezańskiej. Zapewne drewniana osada istniejąca tu jeszcze przed 1325 rokiem powstała z inicjatywy duchownych z diecezji pomezańskiej. To by wyjaśniało dlaczego te tereny były dla nich tak ważne, że nie chcieli ich oddać. Owszem biskupi chełmińscy wielokrotnie skarżyli się, że pas ziemi między rzekami Osa i Drwęca razem z Nowym Miastem Lubawskim powinien należeć do diecezji chełmińskiej. Skargi te nie przyniosły jednak żadnego skutku, a nasza parafia została włączona do diecezji chełmińskiej dopiero w czasach biskupa chełmińskiego Jana Dantyszka (lata 1530 - 1536). Następna zmiana nastąpiła w roku 1992 wówczas znaleźliśmy się w granicach diecezji toruńskiej.

           
            Dzięki powyższej wiedzy każda osoba odwiedzająca nasz piękny kościół w Nowym Mieście Lubawskim będzie potrafiła rozszyfrować łacińskie napisy na Kartuszu na Ołtarzu Głównym:


Cudowna figura Matki Boskiej Łąkowskiej. Od 1882 roku znajduje się w Ołtarzu Głównym Kolegiaty w Nowym Mieście Lubawskim. Nawa główna.

Na środku nad cudowną figurą Matki Boskiej Łąkowskiej oraz po lewej i prawej stronie tabernakulum znajdują się kartusze z herbami fundatorów Ołtarza Głównego pw.  Świętego Krzyża. W tym artykule pragnę się skupić tylko na kartuszu  umieszczonym nad cudowną figurą:



Jest to kartusz biskupi z herbem Korab otoczony inicjałami:


I - po łacinie czytamy jako Iacobus (Jakub) 

Z - to pierwsza litera nazwiska Zadzik

 E - C -  obie litery czytamy jako Episcopus Culmensis (biskup chełmiński). 

E - P - Episcopus Pomeraniensis (biskup pomezański).




Celem tego artykułu było wyjaśnienie (tym którzy nie wiedzieli bo pasjonaci i historycy często wiedzą więcej niż ja) dlaczego na kartuszu znajdują się inicjały biskupa pomezańskiego (Episcopus Pomeraniensis) i biskupa chełmińskiego (Episcopus Culmensis). Jest tak ponieważ od burzliwych czasów biskupa Jana Dantyszka (w których w wyniku sekularyzacji Zakonu krzyżackiego w 1525 roku ostatecznie upadła katolicka diecezja pomezańska) biskupi chełmińscy rezydujący na zamku w Lubawie zaczęli używać dwóch tytułów: biskupa chełmińskiego i biskupa pomezańskiego. Inaczej mówiąc diecezja chełmińska przejęła część parafii z diecezji pomezańskiej. Dlatego nie dziwmy się jeśli w gotyckich kościołach na Ziemi Lubawskiej dostrzegamy inicjały biskupie odnoszące się do zwierzchnictwa nad dwiema diecezjami.


Szczegóły dla ambitnych:

    W 1601 roku papież bullą "Cum ecclesiae Culmensi" potwierdził, że dekanat nowomiejski i diecezja pomezańska przeszła pod jurysdykcję biskupów chełmińskich - nieformalnie od czasów biskupa Jana Dantyszka biskupi chełmińscy kontrolowali te tereny. Od tamtej pory granica diecezji chełmińskiej (uwzględniając "wchłonięte" obszary diecezji pomezańskiej) biegła tą samą linią co granica należących do Polski Prus Królewskich: Iława, Biskupiec, Prabuty i Kisielice pozostały przy tej części diecezji pomezańskiej, która przeszła na protestantyzm (były to tzw. zsekularyzowane Prusy Książęce, dawny Zakon krzyżacki). Natomiast Nowe Miasto Lubawskie oraz parafie: Mikołajki, Skarlin, Radomno, Łąkorz, Lipinki i Szwarcenowo leżące w Prusach Królewskich włączono do diecezji chełmińskiej. Stan ten trwał do 1992 roku, w którym utworzono diecezję toruńską.




Koniecznie przeczytaj poniższy artykuł:

wtorek, 26 sierpnia 2014

Szkoły i uniwersytety w średniowiecznej Europie. Szkoła parafialna w Nowym Mieście Lubawskim.


Kiedy zapytamy kogoś kto nie jest historykiem albo pasjonatem historii o to co wie o szkołach albo szerzej oświacie w średniowieczu to zapewne usłyszymy, że istniały kiedyś szkoły parafialne, a duchowni stanowili najbardziej wykształconą część średniowiecznego społeczeństwa. Bardziej oczytane osoby zapewne będą potrafiły podać datę powstania Uniwersytetu Jagiellońskiego (1364 rok). Podejrzewam, że tylko nieliczni będą potrafili wyjaśnić, że Uniwersytet Jagielloński został utworzony dzięki królowi Kazimierzowi Wielkiemu i w średniowieczu nosił nazwę Studium Generale (nazywano go również Akademią Krakowską). Podobnie rzecz się ma z inną słynną uczelnią, która niestety obecnie nie znajduje się w granicach Polski. Mam na myśli Akademię Wileńską (Uniwersytet Wileński), którą utworzył król Stefan Batory w 1579 roku. Pierwszym rektorem Akademii Wileńskiej był ks. Piotr Skarga.


            Niedaleko Nowego Miasta Lubawskiego znajduje się miasto Iława, w którym znajduje się filia Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku. Pisze o tym ponieważ sama postać Pawła Włodkowica jest związana z historią polskiej oświaty oraz historią polskiej polityki międzynarodowej. Otóż Paweł Włodkowic był rektorem Akademii Krakowskiej (dziś: Uniwersytetu Jagiellońskiego), który reprezentował Polskę na soborze w Konstancji. Posiedzenia tego soboru odbywały się w latach 1414-1418, a więc początek przypada krótko bo zaledwie cztery lata po bitwie pod Grunwaldem. W międzyczasie w kwietniu 1414 roku (obrady soboru rozpoczęły się w listopadzie) Polska i Zakon Krzyżacki toczyły tzw. wojnę głodową. Obie strony darzyły się dużą niechęcią ale niestety papież i "kraje" zachodnie były po stronie Zakonu Krzyżackiego (dziś utożsamianego z Niemcami). Można powiedzieć, że Polska była osamotniona na arenie międzynarodowej. Europa Zachodnia wierzyła licznym oskarżeniom jakie w stronę Polski wysuwali Krzyżacy, a oskarżeń tych było wiele m.in. zarzucano Rzeczypospolitej, że razem z pogańską Litwą atakuje ziemie chrześcijan, czyli ziemie Państwa Zakonu Krzyżackiego w Prusach.

            Apogeum agresywnej antypolskiej polityki możemy zaobserwować właśnie podczas obrad wspomnianego soboru w Konstancji (1414-1418). Jan Falkenberg, krakowski dominikanin, który stał po stronie Krzyżaków przekazał uczestnikom soboru swoją książkę pt. "Satyra na herezje i inne nikczemności Polaków oraz ich króla Jagiełły", w której oskarżał polskiego króla Władysława Jagiełłę o nikczemne korzystanie ze wsparcia wojskowego pogan (Litwinów) w wojnie z Zakonem. Falkenberg "argumentował, że wolno zabijać pogan tylko dlatego, że są poganami – natomiast Polaków tym bardziej, bo z poganami się sprzymierzają. Według Falkenberga Polacy powinni być eksterminowani, pozbawieni suwerenności i sprowadzeni do roli niewolników. Próby uzyskania oficjalnego potępienia broszury ponawiane były aż do końca soboru". Zgodzicie się ze mną, że ohydne były to oskarżenia? Bulwersujące jest to, że na arenie międzynarodowej większość w nie wierzyła i potępiała Polskę za to, że wzięła sobie na króla Litwina Władysława Jagiełłę.

            Na szczęście w Polsce nie brakowało wybitnych postaci, które potrafiły się "odgryźć" nawet w polityce międzynarodowej. Zarówno w XVI wieku jak i w czasach późniejszych ale i wcześniej w średniowieczu nasz kraj (nie licząc rozbicia dzielnicowego w latach 1138-1320) zawsze był silny. Swoją siłę pokazaliśmy również na soborze w Konstancji, gdzie paskudnym oskarżeniom Falkenberga stawił opór ówczesny rektor Akademii Krakowskiej Paweł Włodkowic. Jego argumenty były przełomowe, a wiele aktów międzynarodowych obowiązujących w XXI wieku oraz prawników zagłębiających się w prawa człowieka dostrzega, że to o czym mówili Krzyżacy (Falkenberg) upadło, a tezy Włodkowica przetrwały do naszych czasów. Jakie to były tezy? Otóż przełomowe ponieważ uznające pogan za ludzi równych chrześcijanom. "Paweł Włodkowic (...) zaprezentował pogląd, że wszystkie narodowości, nie wyłączając pogańskich, mają prawo do samorządności i życia w pokoju na ziemiach, które są ich własnością – jest to jedna z najwcześniejszych fundamentalnych myśli prawa międzynarodowego". Włodkowic na soborze wypowiedział słowa, które wówczas porażały Europę Zachodnią, a dziś w XXI wieku z kolei ta sama Europa wręcz nawołuje do przestrzegania tych zasad: tolerancja religijna, równość, szacunek dla wyznawców wszystkich religii, zakaz atakowania kraju tylko dlatego, że zamieszkują go osoby, które nie są chrześcijanami. To piękne zasady, które w Rzeczpospolitej królowały już w czasach Władysława Jagiełły. Niestety Europa Zachodnia potrzebowała o wiele więcej czasu żeby tak jak my nauczyć się tych zasad.

            Oczywiście Paweł Włodkowic nie był jedyną wybitną postacią, z której możemy być dumni. Innym wybitnym Polakiem z XV wieku był Stanisław ze Skarbimierza, pierwszy rektor odnowionej w 1400 roku Akademii Krakowskiej. Pozostawił on po sobie niezwykle ciekawe kazanie "O wojnach sprawiedliwych". Warto też poznać dzieje polskiego rycerza Zawiszy Czarnego, który przez całe swoje życie przestrzegał zasad rycerskiego kodeksu i zasłynął licznymi zwycięstwami na turniejach rycerskich (walczył m.in. w bitwie pod Grunwaldem).



O szkołach średniowiecznych i nowożytnych słów kilka...

            Średniowiecze jest epoką, która skończyła się pod koniec XV wieku (według niektórych w roku 1517, a według innych w roku 1492). Kolejne wieki (XVI, XVII i XVIII) my historycy nazywamy epoką nowożytną. Mimo tego, że dla historyków są to różne epoki życie codzienne wielu ludzi (szczególnie chłopów ale też i mieszczan) często wyglądało podobnie w obu okresach. Życie codzienne na średniowiecznej polskiej wsi w XIV wieku i np. w wieku XVI raczej zbytnio się od siebie nie różniło. W niedzielę i święta chłopi chodzili do kościoła, w dzień pracowali w polu, a wieczorami pili piwo w karczmach. Silna religijność oraz liczne przeszkody jakie stawiał przed nimi świat (choroby, wojny) były praktycznie takie same w obu epokach. Natomiast nieco inaczej rzecz się ma z posyłaniem dzieci chłopów i mieszczan do szkól parafialnych. Wydaje się, że z każdym kolejnym wiekiem coraz więcej chłopów i mieszczan posyłało swoje dzieci do szkoły. A może w średniowieczu też dzieci się kształciły tak samo intensywnie tylko brakuje nam źródeł żeby to potwierdzić? Trudne pytanie na które nie potrafię odpowiedzieć.

            Szkoły parafialne jak sama nazwa wskazuje są tworzonymi przez duchownych miejscami, w których dzieci (wszystkich stanów: chłopskie, mieszczańskie, szlacheckie, dzieci rycerzy) mogły zdobywać edukację. Najstarsze znane nam nakazy tworzenia takich szkół pochodzą z czasów cesarza Karola Wielkiego, który żył w latach 742-814. Następnie papież Leon IV w roku 853 zalecał żeby w każdej parafii proboszczowie założyli przynajmniej jedną szkołę. Poza tym papież ten wspierał rozwój muzyki kościelnej. Wreszcie podczas soboru laterańskiego IV papież Innocenty III wręcz nakazywał aby w każdej parafii funkcjonowała szkoła. W tym miejscu warto zaznaczyć, że ten sam papież w roku 1216 (18 lutego) ochrzcił pruskiego nobila z Ziemi Lubawskiej o imieniu Surwabuno. Od tamtej pory Lubawa i okoliczne ziemie uważa się za chrześcijańskie. To taka warta zapamiętania ciekawostka. Mieszko I przyjął chrzest w roku 966, a Surwabuno z Ziemi Lubawskiej dopiero w roku 1216.

            Ciekawe informacje na temat edukacji znalazłem w książce Mariusza Markiewicza pt. "Historia Polski 1492-1795". Jak sam tytuł wskazuje książka jest poświęcona epoce nowożytnej. Autor pisze w niej, że mieszczanie oddawali swoich siedmioletnich synów na naukę zawodu do obcych majstrów. Tam dzieci stawały się uczniami a później czeladnikami. Szczytem marzeń było zdobycie tytułu mistrza i posiadanie własnego warsztatu rzemieślniczego. Henryk Samsonowicz w książce "Życie miasta średniowiecznego" również opisuje taką rzeczywistość co oznacza, że w średniowieczu (a przynajmniej w jego późnej fazie w IV i XV wieku) było tak samo - rodzice posyłali synów aby ci nauczyli się u majstrów zawodu. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że kobiety pomagały często swoim mężom w prowadzeniu warsztatów, a po ich śmierci przejmowały "rodzinny interes". Taka wdowa "po mistrzu" była niezwykle cennym "kąskiem", o który starali się wszyscy czeladnicy pragnący posiadać własne warsztaty. Możecie się zastanawiać co to ma wspólnego z edukacją i szkołami. No cóż z jednej strony nauka (praca) w warsztacie u mistrza nie wyklucza możliwości, że uczniowie chodzili na zajęcia do szkoły parafialnej. Poza tym wielu mistrzów należało do gildii rzemieślniczych, które dbały o spełnianie potrzeb religijnych oraz edukacyjnych swoich członków. 

          
  Jeśli zaś chodzi o dzieci chłopów to Markiewicz pisze, że po ukończeniu siódmego roku życia zarówno chłopcy jak i dziewczęta udawali się na służbę do gospodarstw kmiecych (na dwory pańskie przyjmowano tylko starsze osoby). Dzieci dzięki temu uczyły się odpowiednich zachowań społecznych, gospodarowania aby w przyszłości założyć własną rodzinę (własne gospodarstwo). Oczywiście podobnie jak dzieci mieszczan dzieci chłopów w tym czasie również mogły uczęszczać do szkół parafialnych. Poza tym dzieci chłopów i mieszczan często zostawały duchownymi. Stan duchowny w średniowieczu i epoce nowożytnej cieszył się ogromnym autorytetem, duchowni byli najlepiej wykształceni i darzeni szacunkiem. Warunkiem kariery w Kościele (oraz w zawodzie lekarza albo prawnika) było ukończenie szkoły parafialnej i kontynuowanie edukacji. W tym miejscu warto zapytać gdzie w średniowieczu można było kontynuować edukację? 

            W samym średniowieczu "kontynuowanie edukacji" było możliwe w szkołach katedralnych albo w szkołach klasztornych. W tej epoce istniały jeszcze szkoły kolegiackie i rycerskie ale nimi nie będę się zajmował w tym artykule. Zacznijmy od tego, że szkoły katedralne ("przy" katedrze) i klasztorne ("przy" klasztorze) często dzieliły się na zewnętrzne i wewnętrzne. Te drugie były dla kandydatów do stanu duchownego.

           
Czego uczono w średniowiecznych szkołach parafialnych?

            Pierwsze szkoły parafialne powstały w średniowieczu. Tworzono je we wszystkich europejskich krajach. W Polsce jedna z najstarszych znanym nam szkół przykatedralnych powstała w Płocku w roku 1180. Utworzono ją przy kolegiacie św. Michała. Niesamowite jest to, że szkoła ta jako jedyna ze szkól powstałych w Polsce w średniowieczu działa do dnia dzisiejszego. Obecnie nosi ona nazwę Liceum Ogólnokształcące im. marsz. Stanisława Małachowskiego. Oczywiście w Płocku i wielu innych polskich miastach oraz wsiach istniały liczne szkoły parafialne, które upadły w wyniku wojen w wieku XVII. Zaczęto je odbudowywać w czasach saskich i w okresie panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego (ostatniego króla Polski).
            W szkołach parafialnych dzieci pobierały nauki o Bogu, uczyły się pisać i czytać, liczyć oraz śpiewać, nie tylko po polsku ale też po łacinie. Tak czytelniku Twoje podejrzenia są słuszne w średniowieczu dzieci chłopów i mieszczan często uczyły się pisać i czytać i to w języku łacińskim! Prawda, że zaskakująca jest to informacja? Tym bardziej, że dziś w XXI wieku tak wielu Polaków nie potrafi w ciągu roku przeczytać nawet jednej książki napisanej w języku polskim. A tu proszę w średniowieczu nie tylko po polsku ale też po łacinie pisali.
            Jedną z postaci, która pochodziła ze wsi i osiągnęła w życiu naprawdę dużo jest Jan Ewertowski syn chłopa z Mikołajek (okolice Nowego Miasta Lubawskiego). Żył on co prawda w epoce o wiele późniejszej niż średniowiecze warto jednak poznać jego historię aby przekonać się, że chłop miał możliwość zrobienia kariery. Niesamowity jest sam fakt, że Jan Ewertowski jako syn chłopa uzyskał staranne wykształcenie i to nie byle jakie ponieważ zdobył doktorat obojga praw. Objął on probostwo nowomiejskie 30 maja 1689 roku. Krótko po objęciu nowomiejskiej parafii ks. Ewertowski otrzymał tytuł protonotariusza apostolskiego oraz został mianowany audytorem biskupim. W 1728 roku został kanonikiem honorowym chełmińskim, wsławił się walką z protestantami i żarliwą obroną nauki i tradycji Kościoła katolickiego. Proboszcz Jan Ewertowski zmarł w 1740 roku. Do tej pory nikt nie był proboszczem tak długo jak on (od 1689 do 1740 roku, czyli 51 lat).
           
            Wróćmy jednak do średniowiecznych szkól parafialnych. Ich absolwenci umieli służyć do Mszy świętej, znali się na prostych rachunkach i oczywiście byli zaznajomieni ze śpiewem kościelnym. Jako, że szkoły w średniowieczu tworzyli duchowni to oni decydowali o programie nauczania. W przypadku średniowiecznych szkól w Polsce najważniejsze decyzje podejmował arcybiskup gnieźnieński. Z drugiej strony Kościół brał na swoje barki wszelkie sprawy finansowe związane ze szkołami. Proboszcz był odpowiedzialny za finansowanie szkoły w swojej parafii.
            Warto dodać, że w średniowieczu i epokach późniejszych program szkól parafialnych obejmował fragmenty pism antycznych. Poza tym w XVI wieku zaczęto organizować w szkołach przedstawienia teatralne. Osoby chodzące w średniowieczu do szkoły parafialnej i później katedralnej potrafiły podczas rozmowy opowiedzieć o antycznych filozofach takich jak m.in. Platon, Arystoteles, Cyceron albo Hipokrates.

Szkoła parafialna w Nowym Mieście Lubawskim

            Nowe Miasto Lubawskie uzyskało prawa miejskie w roku 1325, a więc w pierwszej połowie XIV wieku. Wiemy, że kolejny XV wiek był okresem ogromnego rozwoju szkól parafialnych. Jednak w Nowym Mieście Lubawskim szkoła taka istniała jeszcze przed rokiem 1400, a więc w wieku XIV. Wszystko zawdzięczamy Kościołowi katolickiemu, gdyby nie duchowieństwo to w średniowieczu czytać i pisać potrafiłoby niewiele osób. Z drugiej strony muszę uczciwie dodać, że od drugiej połowy XV wieku finansowaniem szkół coraz częściej zajmowali się urzędnicy z ratusza. W okresie tym kierownikiem szkoły był najczęściej rektor posiadający obok święceń kapłańskich bardzo często wykształcenie wyższe. Rolę nauczycieli często pełnił pleban, dzwonnik kościelny albo organista.

            Szkołą parafialną w Nowym mieście Lubawskim kierował  kapelan. Dzieci i młodzież, a często i osoby starsze uczono w niej łaciny, pisania, czytania, liczenia oraz śpiewu. Uczniowie tworzyli chór parafialny, który w latach 1399 - 1409 występował przed wielkimi mistrzami Zakonu krzyżackiego Konradem von Jungingen (wielkim mistrzem Zakonu w latach 1393-1407) i Ulrykiem von Jungingen (wielkim mistrzem z lat 1407-1410, który zginął na polach Grunwaldu). Wielcy mistrzowie musieli lubić nowomiejską szkołę ponieważ wspomagali ją finansowo - np. w roku 1399 uczniowie otrzymali od wielkiego mistrza 1/2 wiarunka, a w roku 1402 8 skojców. Szkoła parafialna w Nowym Mieście Lubawskim raczej nie posiadała oddzielnego budynku, a lekcje były prowadzone w zakrystii Kolegiaty pw. św. Tomasza Apostoła.


Zewnętrzne (świeckie) szkoły katedralne i klasztorne
        Szkoły katedralne i klasztorne były odpowiednikami obecnych gimnazjów i szkół średnich do których przyjmowano absolwentów szkół parafialnych. Oczywiście one również były finansowane przez Kościół katolicki, który w średniowieczu odpowiadał za edukację. Nauczano w nich siedmiu sztuk wyzwolonych, które dzieliły się na dwie grupy: trivium (gramatykę, retorykę i dialektykę) oraz quadrivium (arytmetykę, geometrię, geografię, astronomię, muzykę).


Trivium:

            Trivium rozpoczynano od intensywnej nauki gramatyki oraz ortografii. Zaliczała się do tego nauka Psałterza, która obejmowała nauczenie się na pamięć ponad stu psalmów. Uczeń musiał nauczyć się śpiewać każdy z psalmów. Oczywiście uczono się pisarzy klasycznych, których w średniowieczu bardzo szanowano (mimo iż byli oni poganami ze starożytnej Grecji albo starożytnego Rzymu). Uczniowie zagłębiali się w pisma Katona Starszego, Kwintyliana, Cycerona, Sokratesa, Platona, Arystotelesa i wielu innych. W tym miejscu warto uzupełnić, że w średniowieczu retorykę rozumiano jako sztukę perswazji, umiejętność przekonania rozmówcy do swojego punktu widzenia. Natomiast pod pojęciem dialektyki kryło się opanowanie sztuki dyskusji oraz dochodzenia do prawdy poprzez ukazywanie błędów w myśleniu swojego rozmówcy. Można to było osiągnąć dzięki wiedzy. Niezwykle utalentowany w tej dziedzinie był żyjący w XII wieku Jan z Salisbury filozof ze szkoły w Chartes, który był propagatorem poglądów Cycerona (uważał, że człowiek wykształcony, posiadający wszechstronną wiedzę jest bliżej Boga). Analogicznie ludzie, którzy nie czytają książek, nie zdobywają wiedzy oddalają się od Absolutu. Brak wiedzy sprawia, że człowiek nie potrafi prawidłowo żyć. Szczytem upadku jest życie, w którym człowiek ogranicza się do zaspokajania przyziemnych potrzeb zapominając, że najważniejszy jest rozwój wewnętrzny, zdobywanie wiedzy i poszukiwanie odpowiedzi na pytania egzystencjalne.
"Życie nieświadome nie jest warte tego by je przeżyć" - Sokrates


Quadrivium
            Nauka Quadrivium obejmowała geometrie, arytmetykę, astronomię, muzykę i śpiew. Samą geometrię w średniowieczu pojmowano szeroko poza nauką o przestrzeni zaliczano do niej również geografię, geologię, botanikę i zoologię oraz kosmologię. W szkole zajęcia obejmowały też część praktyczną, która polegała na dokonywaniu różnego rodzaju pomiarów np. pomiaru wysokości budynków.  Uczniowie uczyli się czytać mapy, przybliżano im wiedzę o znanych człowiekowi krajach, morzach, minerałach, roślinach i zwierzętach. Poza tym każdy z uczniów musiał opanować umiejętność grania na jakimś instrumencie.



Ciekawostka:
            Kościół katolicki przyczynił sie do ogromnego skoku cywilizacyjnego i rozwoju europejskiej kultury. Plemiona niegdyś pogańskie wierzące w smoki i elfy, utopce, rusałki itp. składające swoim bogom ofiary ze zwierząt, płodów rolnych i czasem ludzi odeszły od swoich dziwnych, często okrutnych wierzeń i praktyk. Dzięki Kościołowi, a szczególnie zakonom mendykanckim (żebrzącym) do Europy przywędrowała edukacja, sztuka gotycka, umiejętność pisania, czytania oraz kodeks rycerski. Prędzej mieliśmy do czynienia ze zwykłymi wojownikami, którzy walczyli często nie wyznając żadnych zasad. Dzięki kościołowi narodził się stan rycerski, a niegdyś barbarzyńscy wojownicy (wojowie) stali się rycerzami, którzy mieli swój własny rycerski kodeks. Prawdziwy rycerz (np. Zawisza Czarny) żył zgodnie z ośmioma rycerskimi cnotami: żył w prawdzie, wierzył w Boga, żałował za grzechy, miłował sprawiedliwość, był miłosierny, okazywał pokorę, był wielkoduszny, mężnie znosił prześladowania i (najważniejsze) nie kłamał. Największym grzechem dla rycerza w średniowieczu było kłamstwo i nie dotrzymanie słów przysięgi.

            Oczywiście szkoły parafialne i narodziny uniwersytetów też są zasługą Kościoła katolickiego. Według wielu uczonych początek uniwersytetom dały szkoły katedralne, które szybko się rozwijały i z czasem (z powodu "głodu wiedzy" uczniów) stały się niewystarczające. 




Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska@interia.pl


Wszelkie prawa zastrzeżone. 
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)