czwartek, 4 czerwca 2015

1263 rok.Bitwa pod Lubawą

Ziemia Lubawska do XIII wieku była zamieszkiwana przez pogan, a precyzyjniej przez pruskie plemię Sasinów (Zajęcy). Prusowie byli podzieleni na wiele plemion (np. Warmów, Natangów, Pomezan, Pogezan) i zamieszkiwali tereny obecnego województwa warmińsko-mazurskiego oraz obwodu kaliningradzkiego. 

Na początku XIII wieku jeszcze przed przybyciem na te tereny Zakonu krzyżackiego arcybiskup gnieźnieński Henryk Kietlicz postanowił zorganizować w Prusach misję chrystianizacyjną. Na jej czele postawił Chrystiana, mnicha z opactwa cystersów w Oliwie. Biskup Chrystian dzielnie nawracał Prusów, a w 1216 roku udało mu się namówić do przyjęcia Chrztu dwóch znacznych pruskich rijkasów (nobilów), Surwabunę z okolic obecnej Lubawy oraz Warpodę z Ziemi Łężańskiej (Lanzanii).


Mapa przedstawia Ziemię Lubawską w pierwszej połowie XIII i XIV wieku
Surwabuno za namową biskupa udał się razem z Warpodą do Rzymu, gdzie odbywały się obrady Soboru Laterańskiego IV. Ten sam papież, który przyjmował świętego Franciszka z Asyżu przyjął i ochrzcił też władcę z Ziemi Lubawskiej. Spróbujmy odtworzyć tamte chwile:
           

         Surwabuno i Warpoda, tak jak pozostali pruscy wojowie, byli dumnymi Prusami. Pierwszy z plemienia Sasinów, a drugi z ludu Warmów. Ziemie pierwszego na południu graniczyły z Mazowszem, a drugi władał terenami nad morzem położonymi - blisko jego ziem Elbląg i gród Zantyr zbudowano, osada Truso też tam kiedyś stała, a krainę do dziś dnia się Warmią nazywa. Obaj zapewne stanęli przed Innocentym III z włócznią i tarczą (słynnym pruskim pawężem). Z pewnością przybyli do Stolicy Apostolskiej razem ze swoimi drużynami, a więc grupą najmężniejszych wojowników. Obaj władcy oddali swe ziemie, grody i pola pod opiekę papieża, przyjęli sakrament chrztu i zdecydowali się odstąpić od religii przodków. Dawni poganie, dzielni pruscy wojownicy byli zapewne wstrząśnięci widząc bogactwo i poziom infrastruktury w Państwie Kościelnym. Wkraczając do Rzymu musieli być pełni podziwu i zarazem przerażenia, że stawiali kiedyś zbrojny opór cywilizacji stojącej od nich na o wiele wyższym poziomie. Utwierdzili się zapewne w tym, że przyjęcie chrześcijaństwa jest dla nich jedynym i najlepszym rozwiązaniem. Razem z chrześcijaństwem szedł wyższy poziom życia, pewna gwarancja bezpieczeństwa, edukacja - wszak przez setki lat duchowni kształcili prostych i możnych, budowali szkoły parafialne i tłumaczyli poganom, że natura, gwiazdy, drzewa, kamienie itp. nie są bogami.
            Jakże wielkie musiało być zdumienie papieża Innocentego III? Ciekawe czy tak jak na filmie pt. "Święty Franciszek z Asyżu" wstał on ze swego tronu i podszedł tak jak do św. Franciszka przywitać nowo nawróconych dumnych i dzielnych wojowników, których przodków nie dał rady pokonać nawet Bolesław Krzywousty podczas licznych wypraw wojennych. Wydarzenie to było zapewne wyjątkowe i przejmujące, a papież potwierdził je specjalną bullą wydaną 18 lutego 1216 roku, w której po raz pierwszy w historii użyto nazwy "terra Lubouia", czyli Ziemia Lubawska. Tak oto chrzest przyjęli i od ślepej wiary w pogańskich bogów odstąpili: Warpoda z Ziemi Łężańskiej - Lanzanią przez wielu nazywanej położonej w północnej części Wysoczyzny Elbląskiej - i Surwabuno, rijkas z grodu, który dziś Lubawą nazywamy.


Powyższa historia dotyczy wydarzenia historycznego, jednak sam opis jest stworzoną przeze mnie fikcją literacką. Faktem jest jednak, że nawrócenie obu władców przez Chrystiana było wydarzeniem tak znacznym i doniosłym, że w nagrodę w 1216 roku papież Innocenty III mianował Chrystiana biskupem całych Prus. Całe Prusy, a więc Ziemia Sasinów również stały się jego diecezją. Biskup Chrystian otrzymał wiele przywilejów: dysponował wyłącznym prawem do udzielania zezwoleń na wchodzenie zbrojnych oddziałów do Prus, był odpowiedzialny za prowadzenie misji chrystianizacyjnych, nadawanie odpustów uczestnikom krucjat oraz za karanie nieposłusznych karami kościelnymi. 

            W tym miejscu warto dodać, że biskup Chrystian nawracał Prusów w sposób pokojowy, w przeciwieństwie do Krzyżaków, którzy pojawili się na Ziemi Sasinów i w Lubawie ok. 1230 roku.

            Biskup Chrystian na terenie Ziemi Sasinów założył wiele szkół misyjnych, zbudował liczne kościoły oraz wykupywał dziewczynki pruskie, które poganie czasem mieli w zwyczaju zabijać. Dlaczego to robili? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, zbyt duża ilość dziewczynek w okresie nieurodzaju, wojen, była dla nich zapewne problematyczna. Poza tym wierzyli, że każdy zabity Prus odrodzi się jako daleki krewny, a jego życie będzie bardziej dostatnie od obecnego. Na wiarę w życie pozagrobowe Prusów nieco światła rzuca (stronniczy i anty pruski) traktat dzierzgoński z 7 lutego 1249 roku. Oto jego fragment, w którym pokonani przez Krzyżaków Prusowie mieli obiecać odstąpienie od pogańskich praktyk: "Zaniechają dorocznych ofiar z owoców ziemi składanych bóstwu, które nazywają Kurche albo wszystkim innym bóstwom, bo te przecież nie są stworzycielami nieba i ziemi. Prusowie przyobiecali wytrwać w posłuszeństwie Kościołowi Katolickiemu. Obiecali też zrezygnować i nie korzystać z wyroczni wróżbitów nazywanych tulissones i ligossones, bo są to zwykli szarlatani i kłamcy. Oni zło nazywają dobrem, bo na pogrzebach sławią zmarłych za ich grzeszne czyny, takie jak napady i morderstwa. Ci wróżbici do góry wznoszą głownie i wołają, że widzą zmarłego na koniu pośrodku nieba, przy odzianego w lśniącą zbroję w orszaku innych rycerzy. Takimi to mamidłami karmią oni ludzi. Prusowie przyobiecali tych wieszczów ze swego środowiska wyeliminować".


Dokument papieża z 1216 roku jest pierwszym źródłem pisanym, w którym pada nazwa Ziemia Lubawska (Terra Lubouia lub terra lubawia). Misja cysterska prowadzona m.in. na terenie obszaru położonego na wschód od Drwęcy, zajętego wówczas przez ludność sasińską powinna pozbawić stronę polską (książąt mazowieckich) pretekstu do najazdów i wymuszania danin. Możliwe, że Prusowie z Ziemi Lubawskiej dostrzegli w nowej religii sprawniejszy od systemu wierzeń i kultów pogańskich instrument, wspierający ewolucję polityczną społeczeństwa. Papież Innocenty III docenił działalność misyjną biskupa Chrystiana  i w 1216 roku postawił go na czelne nowo utworzonego biskupstwa pruskiego (w granicach którego znajdowała się Ziemia Lubawska). Tym samym został on mianowany przez „głowę” Kościoła pierwszym biskupem misyjnym dla Prus. Była to nagroda za nawrócenie Sasinów z Ziemi Lubawskiej oraz innych plemion pruskich osiadłych na prawym brzegu Wisły i w Pomezanii.

Od początku XIII wieku na pograniczu polsko – pruskim mnożyły się starcia zbrojne. W latach dwudziestych plemiona pruskie stały się stroną atakująca i zaczęły coraz odważniej zapuszczać się na tereny kontrolowane przez chrześcijan. W tym samym czasie na nowo nawróconej Ziemi Lubawskiej trwały walki między ochrzczonymi Prusami, zwanymi neofitami, a pogańską ludnością, która nie chciała odejść od rodzimej wiary. Starcia były bardzo krwawe i ostatecznie doprowadziły do zniszczenia Lubawy oraz wielu okolicznych miejscowości. Wojna domowa na Ziemi Lubawskiej i coraz liczniejsze najazdy pogańskich Prusów coraz bardziej niepokoiły chrześcijańskich władców z Mazowsza. Rycerze Konrada mazowieckiego oraz zakon rycerski Braci Chrystusa nie potrafili podołać pruskim najazdom. Sytuację z tamtych lat jednostronnie przedstawia Kronika oliwska, w której czytamy: „W owym czasie Prusowie obelżywie napadali na ziemie chrześcijańskie (…), ogałacali je z ludności, niszczyli ogniem i zabijali mężczyzn, kobiety i dziewice bezcześcili oraz brali do wiecznej niewoli (…) ”. Piszę jednostronnie ponieważ powszechnie znany jest fakt, że chrześcijanie z Zachodniej Europy często zapuszczali się wgłąb Prus wracając z licznymi łupami.

Ziemia Lubawska w pierwszej połowie XIII wieku
(Źródło mapki: Okulicz - Kozaryn Łucja, Dzieje Prusów)

Ok 1230 roku książę Konrad Mazowiecki sprowadził na tereny Ziemi Chełmińskiej Zakon Niemiecki Najświętszej Maryi Panny – potocznie zwany Krzyżakami (Kreuzritter) lub Zakonem Krzyżackim, który miał pomóc w odparciu pruskich ataków i prowadzeniu akcji chrystianizacyjnej. Niestety przebiegli zakonnicy poza nawracaniem pogańskich Prusów rozpoczęli budowę własnego państwa oraz zagarnęli dobra biskupa Chrystiana.



Wielka bitwa w okolicy Lubawy

W XIII wieku doszło do kilku powstań ludności pruskiej, która zbuntowała się przeciwko krzyżackiemu panowaniu. Podczas krwawych walk kilkukrotnie spustoszono ziemie położone nad Drwęcą i Welem – dwiema największymi rzekami przepływającymi przez Ziemię Lubawską. Do największych zniszczeń na tych terenach doszło podczas drugiego powstania pruskiego, które trwało od 1260 do 1274 roku. W pierwszych latach powstania Prusowie z plemienia Sudatów zdobyli oraz doszczętnie zniszczyli Lubawę i znajdujący się w niej drewniany wówczas zamek. W 1263 roku Herkus (Henryk) Monte, słynny wódz pruskiego plemienia Natangów, któremu poświęcono kilka książek najechał Ziemię Chełmińską, a kiedy wracał „szczęśliwy” z łupami i niewolnikami do Prus jego wojska zostały zaatakowane przez pościgowy oddział krzyżacki z mistrzem krajowym Helmerichem von Wurzburgiem na czele.

Obie armie stoczyły wówczas bitwę w dolinie między wzniesieniem Fiugajki a wsią Fijewo znajdującą się kilka kilometrów od Lubawy. Prusowie pod dowództwem Herkusa Monte pokonali krzyżaków, wciągając ich w zasadzkę. Poganie w krytycznej fazie bitwy uciekli w zarośla na wzgórzu Fiugajki. Krzyżacy rozpoczęli pościg podczas, którego rozproszyli się po okolicy. Prusowie wówczas ponownie zaatakowali i takim sposobem rozgromili chrześcijan. W bitwie tej poległo czterdzieścioro braci zakonnych w tym sam mistrz krajowy Helmeryk. W historiografii niemieckiej bitwę tą nazywa się największą klęską chrześcijan w walce z poganami. Krzyżacki kronikarz Piotr z Dusburga opisuje krzyżacką klęskę w następujący sposób: „(...) polegli w niej prawie wszyscy znakomici i doborowi mężowie, których mądrość i zapobiegliwość rządziła ziemią pruską i kierowała wojnami. W miejscu tej bitwy mieszkał później pewien pustelnik, który wiele razy widział nocą palące się świece; ich obecność najwyraźniej świadczyła o tym, że polegli tam mężowie otrzymali już koronę męczeńską od Króla Męczenników” . Krzyżaccy kronikarze opisując tą bitwę nigdy nie wspominają o Lubawie, co może sugerować, że 1263 roku osada ta cały czas leżała w gruzach po najeździe Sudawów sprzed czterech lat.








Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska885@gmail.com




Wszelkie prawa zastrzeżone
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)
            


Wizyta w Mortęgach u Pana Szynaki

Mortęgi są położone 4,5 km na południowy zachód od Lubawy (województwo warmińsko-mazurskie, powiat iławski).
Magdalena Mortęska:

Razem z Adamem Kopiczyńskim we wtorek udaliśmy się na spotkanie zorganizowane w Mortęgach przez pana Szynakę. Gospodarz z wielką pasją opowiedział nam historię Magdaleny Mortęskiej, kseni i reformatorki zakonu benedyktynek. Pomyśleć, że Ziemia Lubawska, która jest tak małą krainą historyczną może pochwalić się tyloma wielkimi postaciami, barwnymi legendami oraz piękną historią. Gdyby tylko szersze grono ludzi zechciało się bliżej zainteresować dziejami tych pięknych terenów, sięgnąć do swoich lokalnych korzeni i uświadomić sobie, że ich Mała Ojczyzna (Ziemia Lubawska) zapisała na kartach swojej historii wiele niesamowitych wydarzeń.

Jak podaje Marcin Michalski "dobra rycerskie Mortęgi od niepamiętnych czasów dziedziczyła zacna rodzina Mortęskich herbu Orlik, którzy byli pochodzenia staropruskiego" źródło: http://historiami.pl/staropruska-rodzina-z-morteg/


Mortęscy byli osiadłą pierwotnie w Pomezanii rodziną, która przeniosła się na Ziemię Lubawską po nadaniu im tu przez Wielkiego Mistrza Dietricha von Altenburga w 1338 roku dóbr Mortęgi rozciągających się na 66 łanów. 


Jedną z najwybitniejszych przedstawicielek tegoż rodu była żyjąca w latach 1554 - 1631 Magdalena Mortęska. "Pochodziła z rodziny senatorskiej. Ojciec jej, Melchior, był podkomorzym malborskim, matka, Elżbieta z Kostków, była siostrą biskupa chełmińskiego Piotra Kostki. Przez nią spokrewniona była z możnym rodem Kostków, w tym ze św. Stanisławem Kostką, choć było to dalsze pokrewieństwo" źródło: http://www.niedziela.pl/artykul/96650/nd/Sluzebnica-Boza-Magdalena-Morteska


Ta niezwykła kobieta żyła w ciekawych czasach, w których Kościół katolicki przeżywał kryzys, a w wielu europejskich krajach ludzie byli zafascynowani reformacją, zwłaszcza tezami głoszonymi przez Marcina Lutra i Jana Kalwina. Reformatorzy w XVI wieku mocno krytykowali Kościół katolicki, który popadł w kult pieniądza, czego najlepszym przykładem było zepsucie wielu księży przejawiające się np. sprzedażą odpustów i relikwii. Nawet nasz polski papież Jan Paweł II mówił kiedyś, że w pewnym sensie rozumie Marcina Lutra, który krytykował Kościół w XVI wieku.

Magdalena Mortęska, kobieta z Ziemi Lubawskiej, której mieszkańcy od setek lat są mocno związani z wiarą katolicką, dostrzegała problemy Kościoła katolickiego ale mimo tego nie zniechęciła się do wiary, nie dała się skusić reformatorom wypowiadającym posłuszeństwo papieżowi. Tylko tchórz widząc kryzys w swojej rodzinie (w Kościele katolickim) ucieka do innej rodziny (luteran, kalwinów, ewangelików itp.) i krytykuje swoją dawną rodzinę. Na szczęście mieszkańcy Ziemi Lubawskiej tchórzami nigdy nie byli. Magdalena wbrew woli ojca postanowiła w 1578 r. wstąpić do chełmińskiego klasztoru benedyktynek, który wówczas podobnie jak cały Kościół był w kryzysie. 

W klasztorze szybko dostrzeżono jej geniusz. Przedsiębiorczość, żarliwą wiarę i niezwykłą odwagę Magdaleny możemy śmiało porównać do innej wielkiej benedyktynki żyjącej w XII wieku św. Hildegardy z Bingen. Obie pozytywnie i trwale zapisały się na kartach historii Kościoła katolickiego. Magdalena Mortęska już w 1579 roku została ksienią (najwyższą przełożoną) konwentu benedyktynek w Chełmnie. Pochodząca z Ziemi Lubawskiej zakonnica zdołała zreformować regułę św. Benedykta i wyprowadzić z kryzysu cały zakon benedyktynek. Nowością wprowadzoną przez Magdalenę Mortęską było m.in.  dopełnienie komplementacyjnego charakteru klasztoru o nauczanie dziewcząt oraz położenie nacisku na wykształcenie mniszek (musiały uczyć się pisać i czytać w języku polskim i łacińskim). Kolejna zmiana na lepsze polegała na odejściu od wielu surowych ascetycznych zaleceń oraz na rozwijaniu duchowości (swego wnętrza), medytacji i rozmyślaniach. Każdy kto interesuje się fascynująca historią św. Hildegardy z Bingen dostrzeże w tym miejscu wiele podobieństw. Hildegarda również wysoko ceniła medytację i rozwój wewnętrzny. 


"Rok po wstąpieniu do zakonu, bezpośrednio po odbyciu nowicjatu i złożeniu ślubów, została wybrana na ksienię, czyli najwyższą przełożoną klasztoru. Miała wówczas zaledwie 25 lat. Zajęła się od razu gorliwie odbudową życia zakonnego, gdyż klasztor chełmiński był prawie opustoszały - było wówczas tylko kilka starszych zakonnic, zaś w klasztorze Benedyktynek w Toruniu, którym Magdalena także od razu się zajęła, pozostała tylko jedna zakonnica. Wydarzenia te odbiły się głośnym echem w Polsce i dotarły aż do Rzymu" - źródło: http://www.niedziela.pl/artykul/96650/nd/Sluzebnica-Boza-Magdalena-Morteska



Magdalenie Mortęskiej zawdzięczamy utworzenie szkół dla kobiet pochodzących z rodzin szlacheckich i mieszczańskich, w których uczono śpiewu, pisania, czytania, rachunków i robót ręcznych. 

Długo mógłbym pisać o tej niesamowitej zakonnicy pochodzącej z Ziemi Lubawskiej, która moim zdaniem powinna zostać beatyfikowana, a następnie kanonizowana.


"Zmarła w opinii świętości. Opinia ta szerzyła się nie tylko wśród zakonnic, gdyż podzielali ją także jezuici. Za życia cenili wysoko m. Mortęską biskupi i nuncjusze papiescy za wskrzeszenie obserwancji zakonnej. Kult zaczął się zaraz po jej śmierci. Jezuita o. Brzechwa napisał żywot przeznaczony wyraźnie do przygotowania procesu beatyfikacyjnego. Ciało zostało uroczyście przeniesione do osobnego grobu w krypcie przed wielkim ołtarzem przy udziale jezuitów" 


Zdjęcie Kaplicy Mortęskich ufundowanej w XVII wieku przez Magdalenę Mortęską przy farze w Lubawie (fot. Tomasz Chełkowski).


(fot. Tomasz Chełkowski)

(fot. Tomasz Chełkowski)

Fara w Lubawie (fot. Tomasz Chełkowski)





Pałac w Mortęgach:

W Mortęgach na Ziemi Lubawskiej znajduje się pałac datowany  na 4 ćw. XIX w. Do 1945 roku jego właścicielami była rodzina Geiger. Po II wojnie światowej należał on do Spółdzielni Produkcyjnej „Przyszłość”. Od połowy kwietnia 2013 roku pałac jest własnością firmy JS PPUH i E “Szynaka”. Nowy właściciel przeprowadza gruntowny remont na zewnątrz i wewnątrz pałacu oraz buduje za nim duży hotel. Marzeniem Pana Szynaki z jednej strony jest doprowadzenie do beatyfikacji Magdaleny Mortęskiej, a z drugiej odtworzenie historii posiadłości i przyciągnięcie turystów, których uda się zaciekawić historią Ziemi Lubawskiej, a zwłaszcza ksieni zakonu benedyktynek. Działania firmy zaczynają wchodzić w życie, czego pierwsze efekty można już zobaczyć. Zapraszam do odwiedzenia strony http://www.palacmortegi.pl/ gdzie można zapoznać się z aktualnymi informacjami dotyczącymi m.in. pałacu w Mortęgach.


Moje zdjęcia z wtorkowej wizyty w Mortęgach:













Po lewej w oddali widzimy fragment pałacu. Po prawej fragment hotelu budowanego przez pana Szynakę.














Budowany hotel.

















Polecam świetne artykuły:


Służebnica Boża Magdalena Mortęska



Staropruska rodzina z Mortęg


Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska885@gmail.com


Wszelkie prawa zastrzeżone
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)