wtorek, 9 grudnia 2014

Boże Narodzenie dawniej i dziś




Święta Bożego Narodzenia, a szczególnie wieczór Wigilijny w historii naszego kraju zawsze zajmowały miejsce wyjątkowe. Szczególnie gorliwie obchodziliśmy je w okresach trudnych, kiedy nasza Ojczyzna przeżywała ciężkie chwile. Jedna z takich chwil nastała w roku 1792 - tuż przed trzecim rozbiorem Rzeczypospolitej. To właśnie wtedy w Wigilię Bożego Narodzenia roku 1792 w Starym Kościele Farnym w Białymstoku zabrzmiała po raz pierwszy kolęda "Bóg się rodzi, moc truchleje..." napisana przez Franciszka Karpińskiego. Nazwano ją "Pieśnią o Narodzeniu Pańskim". W okresie rozbiorów i potem pod zaborami dla Polaków szczególne znaczenie miała ostatnia, czyli piąta zwrotka tej kolędy: 
"Podnieś rękę, Boże Dziecię,
błogosław Ojczyznę miłą,
w dobrych radach, w dobrym bycie,
wspieraj jej siłę swą siłą..."




Jaki wyglądały tradycyjne święta w dawnej Polsce?

Z czym Ci się kojarzy tradycyjne Boże Narodzenie? Gdybyśmy zadali to pytanie mieszkańcom naszego kraju to większość z nich zapewne by zaczęła opowiadać o prezentach, świętym Mikołaju w czerwonym stroju z długą brodą, przystrojonej choince i obfitej uczcie wigilijnej oraz syto zastawionych stołach podczas świąt. Takie wyobrażenie świąt Bożego Narodzenia dominuje wśród Polaków w XXI wieku. Ale ile wspólnego ma ono z dawnymi tradycjami? 


Święty Mikołaj biskup Miry
Święty Mikołaj jako "dziadek z brodą" jest stosunkowo nowym tworem wymyślonym przez Koncern Coca Coli. Gdybyśmy cofnęli się w czasie np. do XVII wieku (czasy Trylogii Sienkiewicza) to byśmy nie zobaczyli nikogo w takim stroju roznoszącego prezenty. Zresztą to samo dotyczy czasu zaborów i Polski międzywojennej, czyli II RP (1918 - 1939). 

Dawniej gdybyśmy zapytali o św. Mikołaja to uzyskalibyśmy odpowiedź, że był on biskupem z Miry (obecnie miasto Demre w Turcji). Byśmy zapewne usłyszeli legendy związane z postacią tego wyjątkowego świętego, o tym jak rozdawał ludziom prezenty i czynił cuda. Z czasem zaczęto go nazywać Świętym Mikołajem Cudotwórcą. Dziś w XXI wieku niewiele osób potrafi opowiedzieć historię prawdziwego św. Mikołaja. Tymczasem jest to postać fascynująca. Według podań otrzymał on po rodzicach spory majątek, którym podzielił się z potrzebującymi.

Podania mówiące o tej postaci opowiadają, że Mikołaj, po bogatych rodzicach otrzymał w spadku duży majątek, którym chętnie dzielił się z potrzebującymi. Od dzieciństwa Mikołaj wyróżniał się pobożnością i miłosierdziem, a kiedy był starszy mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa. Po życiu gorliwym i pełnym dobrych czynów, zmarł w połowie IV wieku, spontanicznie czczony przez wiernych. Znamy też historię o trzech niesprawiedliwie uwięzionych oficerach uwolnionych za jego wstawiennictwem oraz opowieść o trzech ubogich pannach wydanych za mąż dzięki posagom, których Święty dyskretnie im dostarczył. Trzy panny widnieją na obrazie przedstawiającym świętego Mikołaja w Kolegiacie pw św. Tomasza Apostoła w Nowym Mieście Lubawskim. Istnieje też historia o trzech młodzieńcach uratowanych przez niego od wyroku śmierci i o żeglarzach wybawionych z katastrofy morskiej. Podobno jeden z utopców statku wiozącego świętego na pielgrzymkę do Jerozolimy został przez niego wskrzeszony z martwych. Święty Mikołaj wskrzesił też trzech młodzieńców zabitych za nieuregulowanie rachunku za nocleg w gospodzie.



Ołtarz św. Mikołaja w Kolegiacie w Nowym Mieście Lubawskim. XVII wieczny ołtarz św. Mikołaja. W ufundowanym przez Pawła i Jadwigę Działyńskich barokowym ołtarzu znajduje się obraz św. Mikołaja. Z prawej strony biskupa klęczą trzy dziewczyny. Obraz nawiązuje do legendy o świętym, który podarował posag w postaci trzech sakiewek złota trzem biednym pannom. Poza centralnym obrazem św. Mikołaja ołtarz zdobią obrazy: św. Franciszka z Asyżu, św. Antoniego Padewskiego i św. Jadwigi Śląskiej. Poza tym w tym późnorenesansowym ołtarzu są przedstawione figury dwóch świętych Męczenników.



Co jest ważne? Ważna jest świadomość, że do początków XX wieku jedynym św. Mikołajem jakiego znali ludzie był biskup z Miry żyjący na przełomie III i IV w. n.e.  W licznych legendach, które rodzice opowiadali swoim dzieciom utrwalił się on jako stary biskup z brodą, często w infule (mitrze) i z pastorałem

W tym miejscu warto zadać pytanie. Co sprawiło, że znana, utrwalona w tradycji wizja św. Mikołaja biskupa zaczęła zanikać na początku XX wieku? Otóż fakty są takie, że wizję tą zniszczył producent "odrdzawiacza", który niszczy zdrowie wielu polskich dzieci - mam oczywiście na myśli Koncern Coca Coli! W1930 roku Koncern ten stworzył reklamę, w której kreował konsumpcyjną wizję św. Mikołaja dla mas. Ludzie oczywiście "łyknęli" to i zaczęli powoli zapominać o tradycyjnym (jedynym i prawdziwym) Mikołaju, który był świętym, biskupem.


A co z choinką? W wielu artykułach znajdziecie informacje, że zwyczaj strojenia drzewka wywodzi się z wierzeń pogańskich. Fakty są jednak takie, że zwyczaj strojenia drzewka na Boże Narodzenie w Polsce pojawił się na przełomie XVIII i XIX wieku (nasza Ojczyzna była wówczas pod zaborami). Początkowo drzewka strojono tylko w miastach. Później ta "nowoczesna" praktyka rozpowszechniła się również na wsiach.

Zobacz starą reklamę Coca Coli:




A jak było na mojej rodzinnej Ziemi Lubawskiej?

Mieszkańcy Ziemi Lubawskiej przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia (25 grudnia) dwa, a czasem nawet trzy tygodnie wcześniej. Boże Narodzenie okoliczni mieszkańcy oraz sąsiedni Mazurzy nazywali Gwiazdką lub Godami. W tym miejscu należy podkreślić wyjątkowość tego święta i poprzedzającego je okresu zwanego adwentem. W kalendarzu liturgicznym pierwsza niedziela adwentu rozpoczyna rok liturgiczny (kościelny). Tak się składa, że pogańscy Prusowie również w tym okresie przygotowywali się do wejścia w swój nowy rok. Zbieżność praktyk chrześcijańskich i staro – pogańskich wynika z faktu, że Kościół nie znając prawdziwej daty narodzin Zbawiciela wyznaczył w IV w. n.e. obchód Bożego Narodzenia na dzień zimowego święta solarnego, które przypada 25 grudnia. W ten sposób pogańskie święto solarne zostało zastąpione świętem kościelnym.
Wigilia w lubawskim dialekcie jest Wilią i zawsze obchodzi się ją w sposób uroczysty. Jeszcze w XIX i pierwszej połowie XX wieku było normalne, że tego dnia już od południa nikt nie pracował – wierzono, że w tym czasie grasują duchy i praca mogłaby je rozzłościć. Wieczerzę wigilijną podawano tradycyjnie wraz z pierwszą gwiazdką.
Przedchrześcijańscy mieszkańcy Ziemi Lubawskiej w okresie wprowadzonych tu w średniowieczu świąt Bożego Narodzenia (i innych) obchodzili uroczyście święto plonów związane z zaklinaniem urodzaju na rozpoczynający się nowy rok. Sama Wigilia również ma w sobie wiele pogańskich elementów, takich jak np.: liczba potraw na wigilijnym stole.
W wielu wsiach i miasteczkach wieczerzę tego dnia przyrządza się z siedmiu, dziewięciu, a czasami z dwunastu różnych potraw. Pierwsze zestawienie liczb wywodzi się z wierzeń pogańskich, w których liczby 9 i 7 przynosiły szczęście. Natomiast liczba 12 symbolizuje apostołów, siedzących obok Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Podobnie zwyczaj zostawiania jednego wolnego miejsca przy wigilijnym stole. Pierwotnie poganie podczas posiłku pozostawiali jedno wolne nakrycie dla zmarłego przodka. Kościół natomiast nadał temu zwyczajowi inne znaczenie, a dokładnie przekonał ludzi, że wolne miejsce czeka na żywą osobę, np. na wędrowca, który może niespodziewanie odwiedzić rodzinę radującą się podczas wigilijnej kolacji z narodzin Zbawiciela. Prusowie zamieszkujący Ziemią Lubawską byli ludem gościnnym, do którego przemawiało takie tłumaczenie. Ponad to przy wigilijnym stole kładziono siano na obrusie oraz praktykowano zwyczaj dzielenia się białym opłatkiem między sobą oraz ze zwierzętami. Prof. Jan Falkowski z UMK autor książki "Ziemia Lubawska" wspomina, że ze zwierzętami zawsze dzielono się specjalnym kolorowym opłatkiem.
Zgodnie ze starym zwyczajem lubawska młodzież o zmierzchu, tuż po wieczerzy wigilijnej, chodziła po wsi przebrana za babę i dziada, kominiarza, bociana z czerwonym dziobem i długimi szczypcami, często trzymając w ręku rózgi. Jeden z gwizdów (przebierańców) jeździł na sztucznym koniu zrobionym z drewna lub tektury i straszył dzieci, a bocian szczypał młode panny. Kominiarz smolił sadzą dziewczęta, a dziad z babą zbierali do koszy datki w postaci świątecznych wypieków i pieniędzy na wspólną kolację. We wsi Targowisko Dolne na Ziemi Lubawskiej tradycja przebierania się za gwizdów zamarła dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku. Teofil Ruczyński wspomina, że jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, kiedy rodzina po wieczerzy wigilijnej siedząc przy choince śpiewała kolędy ktoś przebrany za gwizda potrafił im przerwać uderzając rózgami w szyby okien. Przerażający gwizd po wejściu do izby najczęściej żądał by dzieci zmówiły pacierz. 
W okresie zaborów oraz w odrodzonej Polsce nie było zwyczaju, który by nakazywał obdarowywanie dzieci przez rodziców lub kogoś przebranego za św. Mikołaja drogimi prezentami. Teofil Ruczyński wspomina, że „(…) prezenty takie jak łyżwy, narty, zegarki czy rowery były nie do pomyślenia, nawet koń na biegunach, czy „prawdziwa” fabryczna lalka były nieosiągalnym marzeniem. Dzieciom dawano przede wszystkim podarunki praktyczne (…)”. Najczęściej były to ubrania. 

Zgodnie z najstarszą i prawdziwą tradycją, której obcy jest święty Mikołaj w czerwonym kubraczku i z dużym brzuchem stworzony w XX wieku przez Coca – Colę dzieci stawiały na oknie talerz na „boże dary”, do którego jak wierzono o północy Pan Jezus kładzie świąteczne podarki. Wiara w cudowne podarunki od Niebios pozostawała w umyśle ówczesnych dzieci dość długo. We wsiach Ziemi Lubawskiej często dzieci w wieku 9 – 10 lat ciągle wierzyły, że prezenty przynosi Jezus. Po drugiej wojnie światowej postępujący konsumpcjonizm oraz laicyzacja społeczeństwa przekształciły tę piękną tradycję w puste przekazywanie prezentów, często bez pasterki i jakiejkolwiek namiastki sacrum.
Okres świąt Bożego Narodzenia trwał aż do dnia Trzech Króli. W rodzimym dialekcie ten wyjątkowy czas nazywano dwunastnicą lub dwunastką.

Kolędnicy na Ziemi Lubawskiej
W okresie świątecznym od niepamiętnych czasów, po miastach oraz wsiach chodzili kolędnicy z szopką lub z gwiazdą, własnoręcznie skonstruowaną z drewnianych listewek, które były oklejone kolorową bibułą. Całość była umocowana na długim drążku. 

W okresie zaborów kolędowanie miało ogromne znaczenie dla przetrwania języka polskiego, który był wyniszczany i znienawidzony przez Niemców.

  Dzięki tej pięknej tradycji, która w nieco zmienionej formie dotrwała do dnia dzisiejszego dzieci poprzez naukę i śpiewanie kolęd miały możliwość zetknięcia się z polską mową. Elementem tradycji, który nie dotrwał do naszych czasów  jest wygłaszanie wierszowanej oracji po odśpiewaniu kolędy, którą dzieci składały życzenia odwiedzanym osobom. Oto dwie z sześcio zwrotkowej oracji przytoczone z książki Teofila Ruczyńskiego:

My z kolędą przychodzimy
w wasze nikłe progi,
co najlepsze wam życzymy
Na ten roczek nowy.
Zdrowia, zdrowia najlepszego
dla całej rodziny,
ażebyście dnia każdego
Wszyscy zdrowi byli.



piątek, 21 listopada 2014

W poszukiwaniu Chyłka protoplasty rodziny Chełkowskich.


Historyk Marc Bloch zapisał kiedyś takie oto słowa: "Z nieznajomości czasów minionych wypływa nieuchronnie niezrozumienie teraźniejszości. Ale również daremne będą zapewne próby zrozumienia przeszłości, jeżeli się nie wie nic o dniu dzisiejszym".

            Historia jest bardzo ważna w naszym codziennym życiu. Historia kształtuje światopogląd, historia uczy o pewnych procesach, cyklach, które się powtarzają, co kilka pokoleń. Dobrym przykładem jest kryzys z roku 1929 oraz kryzys z 2008 roku. Każdy kto dysponuje wiedzą historyczną zauważy wiele podobieństw naszych czasów do lat 30-tych XX wieku. 

            Moim zdaniem historię powinno się dzielić na trzy podstawowe działy. Do pierwszego powinno się zaliczać historię powszechną, obejmującą również dzieje kraju, w którym się mieszka. Drugi dział, zawężony, obejmować winien losy Małej Ojczyzny, czyli w moim przypadku Ziemi Lubawskiej. Jeśli zaś chodzi o dział trzeci to jest on niezwykle ważny ponieważ obejmuje wszystko to co dotyczy przeszłości rodziny. Tak więc do trzeciego działu zaliczamy: genealogię, etymologię nazwiska, wszystko to co dotyczy przeszłości naszej i naszych bliskich. Niektórzy pomijają dział pierwszy i skupiają się na dwóch pozostałych. Osoby takie nazywamy regionalistami.

           
            Skąd się wzięły nazwiska?

            Na początku warto zaznaczyć, że dawno temu w Polsce nie było czegoś takiego jak "nazwiska". W średniowieczu osoby często identyfikowało się po imieniu oraz miejscu zamieszkania. Mówiło się np.: Clauko z Marzęcic, Niszko z Grabowa, Namir z Kulig, Janko z Targowiska, Piotr z Tylic itd. Taki sposób nazywania osób był najbardziej powszechny ale nie jedyny. Zdarzało się, że kogoś nazywano np. Janko, syn kowala, Clauko syn karczmarza, Piotr syn młynarza itd. Jeszcze innym popularnym sposobem było nadawanie przydomków. Przydomki nadawano wielu książętom, którzy wyróżniali się  np. okrucieństwem, odwagą, pobożnością, głupotą itp. Oto kilka przykładów:

  •       Żyjącego w XIII wieku męża świętej Kingi nazywano Bolesławem Wstydliwym.
  •      Stryj żyjącego w XIII wieku Przemysła II nosił przydomek Bolesław Pobożny.
  •      Żyjący w XIII wieku margrabia Brandenburgii z powodu swojego wzrostu był nazywany Ottonem Długim.
  •    Popularne były przydomki odnoszące się do cech fizycznych (np. wzrostu, urody, karnacji ciemnej lub jasnej). Jako przykład warto przytoczyć: Leszka Białego, Leszka Czarnego i Bolesława Kędzierzawego. Wszyscy należeli do dynastii Piastów. Bolesław Kędzierzawy był jednym z synów Kazimierza Krzywoustego. Natomiast Leszek Biały był ojcem Bolesława Wstydliwego.

           U schyłku średniowiecza, z wielu powodów, o których nie chcę się rozpisywać,  system ten zaczął się rozwijać i stopniowo w Polsce pojawiły się nazwiska.  Oczywiście najpierw u szlachty, a z biegiem czasu również u mieszczan i chłopów. Kogoś, kto był np. młynarzem z czasem zaczęto nazywać Młynarskim. Natomiast np. Janka z Jabłonowa ludzie z czasem zaczęli nazywać Jankiem Jabłońskim. Zdarzało się, że kogoś, kto był kowalem zaczęto nazywać Kowalskim, a piekarze doczekali się nazwiska Piekarski. Istnieje też teoria, która mówi, że etymologia nazwiska Wysocki wywodzi się od słowa wysoki. Analogicznie nazwisko Malec może pochodzić od kogoś kto był mały (niski). 

            Podsumowując nazwiska pochodzą od: przydomków, przezwisk, imion (np. nazwisko Andrzejewski pochodzi od imienia Andrzej), nazw zawodów, cech wyglądu, charakteru (np. od człowieka wesołego pochodzi nazwisko Wesołowski). Na koniec warto dodać, że wiele nazwisk wywodzi się od nazw miejscowości np. nazwisko Działyńscy od miasta Działyń, a nazwisko Lubawski od miasta Lubawa.  



              Co wiemy o nazwisku Chełkowski?    

            Najpopularniejsza teoria głosi, że nazwisko Chełkowski wywodzi się od nazwy miejscowości Chełkowo. Wieś Chełkowo jest położona w województwie wielkopolskim, w powiecie kościańskim, w gminie Śmigiel. W wydanym ponad sto lat temu "Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich"[1] na temat wsi Chełkowo znalazłem informacje, z których wynika, że w języku niemieckim wieś nosiła nazwę Kelke i była zamieszkiwana przez 125 osób. We wsi w XIX wieku mieszkało 11 ewangelików i 114 katolików. Wśród mieszkańców było 43 analfabetów. We wsi funkcjonowała wówczas poczta oraz stacja kolejowa. Najstarsza wzmianka na temat wsi pochodzi ze średniowiecza, dokładnie z roku 1388[2]. Miejscowość ta nosiła wówczas nazwę Chelcowo[3]. W 1400 roku wieś nazywano Chilcowo, w roku 1401 Chelkowo, a w 1405 ponownie Chelcowo. Nazwa wsi Chełkowo wywodzi się osadnika Chyłek, Chyłko lub Chelco[4]. Pierwszym odnotowanym w źródłach właścicielem wsi był Szymon z rodu Wieniawitów. Po jego śmierci wieś podzielono na dwie części. Jedną z części władał "Dominik Bylińczyk z Popowa Wonieskiego, a po nim jego synowie: Bogusław z Wilkowa Polskiego i Jarota, który w 1407 roku był burgrabią kościańskim. Pierwszym z braci, który zmarł, był Bogusław. Wdowa po nim, Hanka Ubiszkiewiczówna, przez 5 lat, tj. od 1395 do 1400 roku wiodła z Jarotą spór o połowę Chełkowa. Druga część miejscowości należała w 1400 roku do Kachny Falkenhanowej i jej brata Piotra Zojberlicha, a następnie stała się własnością Leszczyńskich z Leszna, którzy wykupili też pozostałą część Chełkowa po Jarocie"[5]
            Wspomniana w powyżej wdowa Hanka Ubiszkiewiczówna wniosła swoją część wsi jako wiano swojemu nowemu mężowi Derslawowi, który żył w latach 1402 - 1432. Spadkobiercami Derslawa byli: jego syn Bartłomiej oraz wnuk Jan Kemblan Chełkowski, który w późniejszym czasie otrzymał dodatkowo część wsi należącą do Leszczyńskich. 
            W taki oto sposób Jan Kemblan Chełkowski stał się właścicielem całej wsi.  W 1501 roku sprzedał on Chełkowo swojemu bratankowi Mikołajowi, kasztelanowi krzywińskiemu. Wacław, syn Mikołaja, przejmując miejscowość przybrał nazwisko Chełkowski. 

            "Spadkobiercami po Wacławie zostali jego syn Stanisław i wnuk Jan Kambelan Chełkowski. Ten ostatni sprzedał w 1602 roku Chełkowo za 3 tys. florenów Janowi Katwiczowi Radomickiemu z Radomicka. Po nim Chełkowem władali Marcin i Kazimierz Radomiccy, a po nich Maciej – wojewoda poznański, Andrzej i Władysław (1709-1737). Syn Władysława, Józef Radomicki sprzedał Chełkowo staroście mosińskiemu Konstantemu Kwileckiemu, który w dokumentach z 1784 roku występuje jako właściciel Chełkowa. W następnych latach Chełkowo stało się własnością Antoniego Onufrego Bończy Skarżyńskiego. Po nim odziedziczył je syn Michał, który brał jako oficer udział w powstaniu listopadowym, gdzie wyróżnił się m.in. w bitwach pod Grochowem, Tykocinem i Ostrołęką. Zmarł w 1887 roku, a jego grób znajduje się na cmentarzu przy kościele w Wonieściu. Warto wspomnieć, że za udział w wydarzeniach w 1846 roku został aresztowany i był więziony w Moabicie. Jego córka Maria, wychodząc za mąż za Aleksandra Kruzensterna, wniosła mu w posagu m.in. Chełkowo”[6].

            Wiemy, że właścicielem wsi w XIX wieku był Michał Skarzyński. Jako ciekawostkę warto dodać, że w Chełkowie  przebiegała kiedyś linia kolejowa Rakoniewice Wąskotorowe - Krzywiń (przystanek kolejowy w Chełkowie). Linia należała do Śmigielskiej Kolei Dojazdowej, otwarto ją w 1900 roku, dokładnie dnia 17. września.

            Wieś Chełkowo w 2009 roku liczyła 104 mieszkańców. Z atrakcji turystycznych w miejscowości tej warto zwrócić uwagę na XIX wieczny zabytkowy zespól dworski składający się z klasycystycznego dworu, spichlerza, oficyny i stodoły z 1866 roku.

            Czy my Chełkowscy wywodzimy się ze wsi Chełkowo? Prawdopodobnie tak. Nasze nazwisko posiada kilka wersji: Chełek, Chechłowski, Chelkowski, Hełkowski, Chyłkowski, Chetkowski i Chełchowski. W Internecie znalazłem wzmiankę o Dersławie z Chełkowa, który żył w latach 1402-1432[7]. Na tej samej stronie widnieje też informacja z 1540 roku o Wincentym Chełkowskim, który zmarł przed 1549 rokiem.  Są to dwie cenne wzmianki, które pokazują nam, że w pierwszej połowie XV wieku jeszcze funkcjonowało określenie "z Chełkowa". Natomiast w XVI wieku pojawia się już nazwisko Chełkowski. Na tej samej stronie (http://www.genealogia.okiem.pl/chelkowski.htm) wyszukałem też cenną wzmiankę o Wacławie Chełkowskim, który w 1549 odsprzedał komuś udziały we wsiach Chełkowo, Chełkówko i Karmino.   W dalszej części tej znakomitej genealogicznej strony moją uwagę zwrócił Ildefons "Kembłan" Chełkowski z Chełkowa herbu Wczele. Żył on w latach 1833-1904, był działaczem gospodarczym, walczył w powstaniu styczniowym w 1863 roku. Wiemy, że był więziony w Moabicie.

            Na wspomnianej stronie odszukałem więcej ciekawych wzmianek na temat Chełkowskich. Jedna z nich dotyczy żyjącego w latach 1839-1893 Franciszka Chełkowskiego herbu Wczele, właściciela Starogrodu, posła na sejm pruski, działacza społeczno - gospodarczego, który w 1887 roku kupił pałac w Śmiełowie.

            Bardzo cennym i obszernym źródłem informacji jest wspomniany prędzej "Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich", w którym przy opisie miejscowości Targoszyce[8] natrafiłem na postać Idefonsa Chełkowskiego. Otóż w XIX wieku był on właścicielem Targoszyc i mieszkał na Kuklinowie. Targoszyce istnieją do dnia dzisiejszego. Jest to wieś w powiecie krotoszyńskim (województwo wielkopolskie, gmina Kobylin).

            Szukając informacji na temat swojego nazwiska, zauważyłem, że niektórzy Chełkowscy tytułują się herbem Wczele. Kilku takich już wymieniłem. Kolejnych znalazłem na tej stronie http://www.sejm-wielki.pl/b/dw.51979. Jeden z nich Józef Chełkowski z Chełkowa herbu Wczele żył w latach 1803-1877. Jego syn Franciszek Chełkowski z Chełkowa herbu Wczele, był bohaterem PSB, który urodził się w 1839, a zmarł 1893 roku. Czy są oni jakoś powiązani z moimi krewnymi? Nie wiem tego. W moim drzewku genealogicznym póki co w linii męskiej dotarłem do pradziadka, który nie szczycił się żadnym herbem (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). Choć z drugiej strony możliwe jest, że wszyscy Chełkowscy są ze sobą powiązani i wywodzą się od jakiegoś wspólnego przodka (protoplasty rodu). No bo przecież każde drzewo ma wspólne korzenie! Czy nie jest tak, że wszyscy Chełkowscy, gdzieś tam setki lat temu mieli jakiegoś wspólnego przodka (protoplastę)?

            Niestety moje powyższe rozważania o wspólnym protoplaście są ciężkie do obronienia. Fajnie by było stwierdzić, że wszyscy Chełkowscy wywodzą się od wspólnego protoplasty np. od osadnika Chyłka, który założył wieś Chełkowo. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. W Polsce żyje wiele osób o nazwisku takim jak moje, czyli Chełkowski. Nie oznacza to jednak, że wszyscy wywodzimy się od wspólnego przodka. Prawda jest taka, że takie same nazwisko może mieć różne herby oraz takie samo nazwisko wcale nie musi oznaczać, że jest się osobą "herbową". Bardzo często nazwisko powstawało od nazwy miejscowości, z której wywodzi się ród. Zdarzało się też, że chłopi otrzymywali nazwisko swojego pana, u którego odrabiali pańszczyznę. Przez setki lat, począwszy od średniowiecza rycerze, a potem szlachta oraz biskupi, kapituły, magnaci, królowie, książęta, wojewodowie byli właścicielami wsi i miast. Na przykład właścicielem Kurzętnika była kapituła chełmżyńska, a właścicielem Lubawy był biskup diecezji chełmińskiej. Ciężko nadać komuś nazwisko od kapituły albo od biskupa. Może dlatego podróżującym mieszkańcom Lubawy nadano nazwisko Lubawski? Przykładów i niewiadomych tego typu można podać wiele. Jeśli dodamy do tego to co pisałem na początku o pochodzeniu nazwisk musimy odrzucić tezę o wspólnym protoplaście dla każdego nazwiska.

            Herb Wczele....





            Tak właśnie wygląda herb Wczele, którym na przestrzeni wieków tytułowało się wiele osób o nazwisku Chełkowski. Tytułował się nim między innymi Jan Onufry Zagłoba bohater Trylogii Henryka Sienkiewicza pt.: Ogniem i Mieczem, Potop, Pan Wołodyjowski. Herbu tego używał również August Chełkowski marszałek senatu Rzeczypospolitej II kadencji oraz senator w latach 1989-1999.

            W dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów każdy ród miał swój herb. Wszystkie herby miały swoją wyjątkową historię, która była bardzo ważna dla rodzin tytułujących się danym herbem. Historia herbu była czymś, do czego lubiano się odwoływać i co lubiano podkreślać podczas rozmów towarzyskich.

            Historie herbów szlacheckich wywodziły się z pradawnych mitów i legend. Herb szlachecki Wczele nie jest tu wyjątkiem. Opowieść o nim zaczyna się od protoplasty rodu, który brał udział w pierwszej krucjacie do Ziemi Świętej, zorganizowanej w latach 1096-1099. Podczas oblężenia Jerozolimy saraceńska księżniczka wyzywała rycerzy na pojedynek szachowy. Zwycięzca miał prawo z całej siły zdzielić przeciwnika szachownicą w łeb - stąd nazwa herbu: ŁĘBNO. Analogicznie WCZELE pochodzi od uderzenia w czoło.

            Istnieje też druga wersja zgodnie, z którą protoplastą rodu był Ślązak Holub. Podróżował on po świecie aż nagle pewnego dnia trafił na dwór murzyńskiego króla. Córka monarchy wyzwała go na pojedynek szachowy, w którym zwycięzca mógł grzmotnąć pokonanego szachownicą w łeb. Holub przyłożył jej w głowę tak mocno, że połamał szachownicę, za co od ojca królewny otrzymał herb.
           
           
            My historycy wspomagamy się w swojej pracy wieloma naukami pomocniczymi. Jedną z nich jest heraldyka, czyli nauka zajmująca się herbami. Etymologia nazwy wywodzi się od słowa herold, określającego urzędnika dworskiego. W średniowieczu herold wywoływał nazwiska rycerzy biorących udział w turniejach. Najstarsze wzmianki dotyczące heroldów pochodzą z XII wieku[9]. Turnieje rycerskie są nieodłącznym elementem tamtej epoki. Heroldowie pojawiali się na nich w specjalnych barwnych strojach, spełniali funkcje gońców roznoszących zaproszenia, byli strażą porządkową, wywoływali imiona i nazwy rodów rycerzy biorących udział w turniejach i zabawach. Zdarzało się, ze heroldowie byli poetami. "Od XIV w. (...) do ich obowiązków należy badanie, czy znaki, których używają rycerze są poprawne. Szczególnie turnieje stworzyły do tego okazję, gdyż poprzedzał je przegląd hełmów, zaopatrzonych w znaki rycerskie, klejnoty, które stały się elementem składowym herbów"[10]. Heroldowie zaczęli zanikać wraz z turniejami i rycerzami w XVI i XVII wieku. W Rzeczypospolitej heroldowie nie przyjęli się mimo wysiłków jakie czynił w tej sprawie król Władysław Jagiełło.

           
            W tym miejscu warto zaznaczyć, że podczas turniejów rycerskich heroldowie tworzyli księgi turniejowe, w których nanosili barwne wizerunki znanych sobie herbów. Księgi te są dla nas wspaniałym źródłem historycznym z zakresu heraldyki.

            Za początek herbów możemy uznać bojowo taktyczny zespół rycerski, który nazywano chorągwią. Chorągiew należy rozumieć jako oddział wojskowy, skupiony wokół proporca. Z kolei proporzec był odpowiednio barwiony i opatrzony znakiem bojowo - rozpoznawczym. To właśnie proporzec, a dokładnie znak z proporca z czasem zaczął przechodzić na poszczególne części uzbrojenia rycerskiego, głownie na hełm i tarczę. Dzięki temu każdy wiedział do której chorągwi należy rycerz. Był to wiec znak rozpoznawczy rycerza. Z czasem w Polsce nastąpiły przemiany w ustroju lennym, które doprowadziły do rozdrobnienia feudalnego i zwiększenia liczby chorągwi rycerskich. Przemiany doprowadziły do ściślejszego związania rycerzy z suwerenem, od którego otrzymywali oni ziemie i wsie jako jego wasale. Wasal z kolei musiał posługiwać się znakiem swojego suzerena. Tłumacząc to na bardziej prosty język: każdy rycerz posługiwał się herbem swojego pana. Chociaż zdarzały się przypadki rycerzy posiadających swój własny herb. U schyłku średniowiecza herb zaczął oznaczać przynależność do rodziny szlacheckiej. Tylko rodziny szlacheckie miały prawo do posiadania swojego herbu. Z drugiej strony zdarzało się, że np. biskupi, którzy nie należeli do szlachty też posiadali własny herb. Swój herb miały miasta oraz niektórzy mieszczanie. Podobnie korporacje kościelne, czyli biskupstwa, kapituły, opactwa, zakony rycerskie miały swoje herby[11]. Mało tego zdarzało się, że nawet cechy rzemieślnicze posiadały swoje herby. Poza tym herb mógł nadawać monarcha.

            Jako ciekawostkę warto dodać, że w Polsce do końca XV wieku istniały tylko 274 herby, a np. w Niemczech było ich w tym okresie około 200 tys. Skąd tak znaczne różnice? Otóż w Polsce herbem, który pojawił się pod koniec XIII wieku, posługiwała się nie rodzina, ale ród. Istniało u nas zjawisko zamykania się stanu szlacheckiego w obrębie rodu. Każdy kto czytał powieść Elżbiety Cherezińskiej pt. "Korona śniegu i krwi" zauważył jak ogromne znaczenie miały rody Zarembów, Nałęczów, Gryfitów, Piastów z Mazowsza, Piastów Starszej Polski, Piastów Małej Polski, Sobiesławiców. Każdy z tych rodów czuł się odrębnym bytem dla którego historia rodu, herb rodowy, szacunek dla rodowych przodków oraz dbanie o prestiż rodu są bardzo ważne.

            A teraz powróćmy do szlacheckiego herbu Wczele. Wiemy, że występował on w kilku odmianach. Pierwszy znany nam przypadek jego użycia pochodzi z 1368 roku kiedy to pojawił się on na pieczęci starosty sieradzkiego. Wzmianki na temat tego herbu pojawiają się w  dokumentach sądowych z 1401 roku[12]

           

            Czy ja Tomasz Chełkowski z Nowego Miasta Lubawskiego mam prawo do herbu Wczele?

            Zdaniem Jacka Młochowskiego prawo do "używania herbu rodowego można dziedziczyć tylko po mieczu (w linii męskiej) tj. po ojcu, dziadku ojczystym itd."[13] Tak więc jeśli w linii prostej po ojcu, dziadku, pradziadku, prapradziadku itd. bym natrafił na kogoś, kto miał prawo do herbu to mógłbym również rościć sobie prawo do tytułowania się herbem Wczele. Do tej pory nie natrafiłem jednak na żadnego krewnego, który byłby "herbowy". Jednak nie zniechęcam się, będę się cofał w przeszłość i rozwijał swoje drzewko genealogiczne przez całe życie. Kto wie może kiedyś natrafię na przodka z herbem (w linii męskiej).



Autor: Tomasz Chełkowski
ziemialubawska@interia.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone. 
Jeśli chcesz skorzystać z moich materiałów najpierw zapytaj mnie o zgodę ;)